byłam na obozie, a dziś w nocy na koncercie.
na obóz wyjechałam 13 i spędziłam tam prawie dwa tygodnie w najlepszym,
na świecie towarzystwie.
było wiele niezapomnianych wydarzeń.
ciągłe śmianie się z wszystkiego i beczenie do i knew you were trouble po ciszy nocnej.
co jakiś czas były gry terenowe, a do jednej z nich musieliśmy zrobić sami pionek.
w sobote rano wróciłam z trzy dniowej wycieczki do Wiednia.
nawet w połowie nie opisze wam jak tam jest cudownie,
da się przyzwyczaić, że wszyscy mówią tam po niemiecku.
do Wiednia wyjechaliśmy w środę rano, a dojechaliśmy o 18.
zdążyliśmy jeszcze zobaczyć dom Hundertwassera. kto to był? austriacki malarz, grafik, rzeźbiarz. był znany przede wszystkim z realizacji budowlanych. jego najsłynniejszym dziełem jest właśnie Hundertwasserhous.
następnego dnia zwiedzanie Wiednia było dość napięte.
byliśmy najpierw w letniej rezydencji Habsburgów, czyli m.in. Marii Teresy,
później cesarza Franciszka Józefa I Pałacu Schönbrunn.
po obejrzeniu wnętrz, poszliśmy do ogrodów które są ogromne,
jednak udaliśmy się w strone Glorietty.
uwierzcie mi widok z niej zapiera dech. Dosłownie.
zdjęcia tego nie opiszą. po 'obiedzie' poszliśmy zwiedzać muzeum historii sztuki czyli Kunsthistorisches Museum. Tycjan, Bruegel, Vernne, Santi, Bosch, Velázquez, i wiele innych. raj. latałyśmy z przyjaciółką po całym muzeum wypełniając karty pracy, robiąc zdjęcia dziełom przez dwie godziny
drugiego dnia odwiedziliśmy dwa kościoły, Albertine i Belweder.
istny hard core.
pięty na wieczór odpadały, ale było warto.
już wam nie zanudzam i wstawiam same zdjęcia z opisami.
jedyne na czym się zawiodłam to kultura i wychowanie Austriaków.
takie słowa jak Danke, Entschuldigen czy Gefallen są obce. a jeśli tak powiesz albo się uśmiechną, albo popatrzą spod byka...
już dawno planowałam robić taki post.
niestety nie było czasu, ale teraz coraz mniej testów więc będę zaglądać tu częściej.
nie chcę żeby ten post polegał na wywodach, a na ukazaniu mojego świata, więc zaczynamy !
długo mnie tu nie było, jednak miałam dużo spraw na głowie.
kartkówki, spotkania, latanie po mieście, pakowanie, itp.
w czwartek wieczorem wróciłam z pleneru klasowego.
trzydniowego wyjazdu na wieś i malowanie z przerwą na posiłki.
zazwyczaj taki plener odbywa się raz do roku,
a w klasie piątej, rok przed maturą i dyplomem, jest obowiązkowy długi plener.
trwa on wtedy około siedmiu dni.
kojarzycie Brok ?
tam właśnie byłam.
mała miejscowość, właściwie wieś, położona nad Bugiem.
jest tam przepięknie.