8/06/2013

unlucky

od wczoraj prześladuje mnie chyba pech.
to coś rozwalę, to coś mnie boli.
zaczęło się od bólu zęba po wizycie u ortodonty - niby normalne, ale jednak potrafi popsuć humor.
przy kolacji kanapka spadła mi na nogi chyba z pięć razy, zepsuła mi się klamka w pokoju, a później mój ukochany ipod spadł ze schodów i potłukła mu się szybka.
gorzej być nie mogło, nie?
a jednak.
dziś dodatkowo zrobiłam coś z roletą i szczerze mówiąc boje się pójść do kuchni zrobić coś do jedzenia,
bo znając dzisiejsze moje szczęście znów coś popsuję.
plusy tych zdarzeń?
jak wymienię jakoś tanio tą szybkę to nareszcie będę mieć nie porysowany ekran!
ale dzisiejszy dzień to dzwonienie po firmach które zajmują się wymianą ekranów.
zęby niestety nadal bolą.
i jak tu żyć?
pocieszeniem jest chociaż to, że w czwartek rano jadę do mojego ukochanego Krakowa!
Nie zanudzam i wstawiam obiecane zdjęcia, które właśnie wywoływałam.

8/01/2013

63 dni chwały


'Ten dzień nie był zwyczajny, choć z pozoru taki sam jak każdy inny,
niepokojąco spokojnie, młodzi ludzie tacy sami jak my,
pragnący żyć, duszne sierpniowe popołudnie,
siedemnasta minut pięć, swe żniwo bez litości zbiera śmierć,
tak po prostu.'

7/26/2013

back


byłam na obozie, a dziś w nocy na koncercie.
na obóz wyjechałam 13 i spędziłam tam prawie dwa tygodnie w najlepszym,
na świecie towarzystwie.
było wiele niezapomnianych wydarzeń.
ciągłe śmianie się z wszystkiego i beczenie do i knew you were trouble po ciszy nocnej.
co jakiś czas były gry terenowe, a do jednej z nich musieliśmy zrobić sami pionek.


6/26/2013

vienna


w sobote rano wróciłam z trzy dniowej wycieczki do Wiednia.
nawet w połowie nie opisze wam jak tam jest cudownie,
da się przyzwyczaić, że wszyscy mówią tam po niemiecku.
do Wiednia wyjechaliśmy w środę rano, a dojechaliśmy o 18.
zdążyliśmy jeszcze zobaczyć dom Hundertwassera.
kto to był? 
austriacki malarz, grafik, rzeźbiarz.
był znany przede wszystkim z realizacji budowlanych.
jego najsłynniejszym dziełem jest właśnie Hundertwasserhous.

następnego dnia zwiedzanie Wiednia było dość napięte.
byliśmy najpierw w letniej rezydencji Habsburgów, czyli m.in. Marii Teresy,
później cesarza Franciszka Józefa I Pałacu Schönbrunn.
po obejrzeniu wnętrz, poszliśmy do ogrodów które są ogromne,
 jednak udaliśmy się w strone Glorietty.
uwierzcie mi widok z niej zapiera dech. Dosłownie.
zdjęcia tego nie opiszą.
po 'obiedzie' poszliśmy zwiedzać muzeum historii sztuki czyli Kunsthistorisches Museum.
Tycjan, Bruegel, Vernne, Santi, Bosch, Velázquez, i wiele innych. raj.
latałyśmy z przyjaciółką po całym muzeum wypełniając karty pracy,

robiąc zdjęcia dziełom przez dwie godziny
drugiego dnia odwiedziliśmy dwa kościoły, Albertine i Belweder.
istny hard core.
pięty na wieczór odpadały, ale było warto.
już wam nie zanudzam i wstawiam same zdjęcia z opisami.
jedyne na czym się zawiodłam to kultura i wychowanie Austriaków.
takie słowa jak Danke, Entschuldigen czy Gefallen są obce.
a jeśli tak powiesz albo się uśmiechną, albo popatrzą spod byka...